8 gru
Z pewnością wielokrotnie już podejmowano temat odnośnie tego, która piłka stoi na lepszym poziomie – ta reprezentacyjna, czy też klubowa. Setki, jeśli nie tysiące jajogłowych specjalistów od futbolu rozmyślało już czy gwiazdorska Barcelona pokonałaby mistrzów Europy i świata Hiszpanów, czy poziom piłkarskich mistrzostw globu jest wyższy od rozgrywek Champions League. Problem ten choć kontrowersyjny, wydaje mi się absolutnie niemożliwy do zweryfikowania. Bo w jaki sposób tu niby zorganizować mecz Hiszpanów z barcelończykami, skoro trzon ekipy Pepa Guardioli stanowią właśnie kadrowicze drużyny hiszpańskiej? Zaczęło mnie to zastanawiać po tym, jak przypomniałem sobie cytaty Leo Benhakkera, byłego coacha naszej kadry, który co chwila mówił, iż konkretny zawodnik nie osiągnął jeszcze niezbędnego poziomu reprezentacyjnego. A w jaki level osiągnął piłkarz powiedzmy z bagażem doświadczeń z gry w Lidze Mistrzów, który jednak z różnych powodów nie gra w reprezentacji swojego państwa? Albo jaki level prezentują polscy reprezentanci, z których kilku rywalizuje przecież w najmocniejszej Lidze Mistrzów, część z nich rywalizuje przecież również w Lidze Europejskiej. Pomimo tego, ogólnie generalnie akceptowany przez naszych piłkarskich kadrowiczów Franciszka Smudy level to mistrzowski, jeżeli weźmiemy oczywiście możliwości wypicia przez nich alkoholu. Podchodźmy jednak do tego bardziej rozsądnie. Za niespełna dwa lata Polska, z racji bycia współgospodarzem piłkarskich mistrzostw Europy Euro 2012 rozegra przynajmniej trzy pojedynki z czołowymi krajami tej części świata. Aby nie skończyło się tak, jak zwykle, tzn. meczem otwarcia, o wszystko i o honor, musimy liczyć na cud, albo, jak uważa telewizyjny prezenter sportowy Bożydar Iwanow, dymisji trenera. Nie mam pojęcia co należy czynić, wiem jednak co zrobić by się przydało. Przestać interesować się piłką nożną i zająć się sportem bardziej konstruktywnym, np. tenisem stołowym.
Leave a reply